Dziennik podróżny. W archiwach gorąca relacja z 4 miesięcznego pobytu na Riwierze Tureckiej 2005. Obecnie - krótkie wypady gdzieniegdzie. JUŻ OD 31 MAJA kolejna gorąca relacja z Turcji...
RSS
sobota, 13 maja 2006
PRZEPROWADZKA

Z różnych względów swój dzienik pokładowy z pobytu w Turcji pisać będę w innym miejscu:
www.turcja.blogownik.pl - serdecznie zapraszam :)
Przy okazji zareklamuję też mojego fotobloga:
www.mutlu.blogownik.pl ;)

W tej chwili trwają tam przygotowania, w moim życiu też, jak to przed długim wyjazdem bywa, ale już niedługo zacznę tam pisać regularnie :)
Zapraszam wszystkich i pozdrawiam!!!

Skylar

15:04, skylaar
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 maja 2006
PARYSKI SZYK 2006

W Paryżu na szerokich bulwarach pełno ludzi. Mrowie ludzi. Turyści, tubylcy, ale prawdę mówiąc, nie do końca wiadomo, kto jest kto. Kiedy turysta schowa aparat fotograficzny, i wyjątkowo nie pojawi się na ulicy z pojemną torbą lub sportowym plecakiem, a do tego przygotuje sobie odpowiedni "look", można pomylić go z prawdziwym paryżaninem. Oczywiście najważniejszy element owego "looku" to energiczny krok i wysoko podniesione czoło.

Francuzi są dumni z tego, że są Francuzami, że żyją tu a nie gdziekolwiek indziej, i widać to po nich. Nie przemykają ulicami z opuszczonymi głowami, jak to bywa w polskich miastach, o nie ;)

Jedna z rzeczy, które najbardziej zafascynowały mnie i zaintrygowały podczas tej niedawnej wizyty, to właśnie ulice - i wszystko to, co na nich, a raczej wszyscy, którzy się nimi poruszają.

Nie sposób nie zauważyć typowych dla Wielkich Miast Świata zachowań - a, no właśnie, bo mam taką teorię, kto wie, może słuszną, że im większe miasto, tym bardziej oryginalnie poubierani ludzie pojawiają się na jego ulicach. Właściwie to banalne i oczywiste: im skupienie ludzi na kilometrze kwadratowym jest większe, tym bardziej się w tym tłumie "ginie", i - jeśli ktoś ma taką potrzebę - tym bardziej się trzeba starać, aby zostać zauważonym. Ha, wystarczy, żeby wyszło się na główne ulice czy deptaki nawet tej naszej Warszawy, żeby zauważyć, że dziewczyny więcej się "stroją", niż w Poznaniu - centrum miasta to taka scena, w której jest największa szansa spotkania kogoś (znajomego lub nie).

Dlatego tak intrygują mnie, i chciałabym pojechać, do Tokio, NY, Londynu, Stambułu... i sprawdzić, czy moja teoria się potwierdzi (z tego, co słyszałam i czytałam, tak ;))

Świat się malutki zrobił. Idziesz w Paryżu główną ulicą i spotykasz ludzi z całego świata. Paryż jest całym światem, a cały świat Paryżem, kto wie...
Spotykasz ludzi z Afryki, Azji, Ameryk, Europy, z południa, północy, wschodu i zachodu... mieszają się języki, choć oczywiście najlepiej słyszalny jest francuski - tutaj ciężko żyć, poslugując się tylko językiem ojczystym, co być może różni Paryż od innych globalnych miast.

Widziałam w Paryżu mnóstwo muzułmanów, szczerze mówiąc, byłam zaskoczona, jak mocno tutaj "wsiąkli". W supermarkecie natknęłam się na wielki dział z odzieżą muzułmańską (długie spódnice, zakrywające ramiona bluzki i szeroki wybór apaszek i chust). Między półkami przepycha się jedna z kobiet, tradycyjnie ubrana, ze słuchawką w uchu, nawijające przez telefon po francusku do kogoś o arabskim imieniu.

Kilka działów dalej, w spożywce, piękna para - ona - niemal jak królowa, dostojnie, powoli idzie sobie i wybiera francuskie sery, odziana w szaleńczo kolorową tunikę maskującą dość obfite kształty, na głowie turban, też kolorowy, za nią jej mąż - też duży i potężny, w równie kolorowej sukmanie, afrykański król, za swoją afrykańską królową, popycha wózek, i mówi coś do niej w całkowicie "obcym" języku.

W ogóle, chyba najlepiej sobie można ludzi pooglądać i obserwacje społeczne poczynić właśnie w supermarketach.

A na ulicach, na takich, na przykład Champs Elysees, o zachodzie słońca, gwar i tłum jaki u nas chyba tylko na nadmorskich deptakach, i tam już wszyscy, naprawdę wszyscy, tout le monde.

Nie będę ich tu wymieniać, bo rozpisałabym się, że ho ho, a (jeśli tu w ogóle jacyś są) czytelnicy, zasnęliby snem sprawiedliwych.

Powiem tylko, co mi najbardziej wpadło w oko.
Czarne dziewczyny.
Francuskie czarne dziewczyny.

Ubierają się jak mistrzynie świata w doborze kolorów stroju. Fryzury, makijaż, i buty - widać, że nie obudziły się na pięć minut przed wyjściem z domu ;) A jednocześnie wszystko (oczywiście są wyjątki) pasuje do siebie, i mimo wyraźnego sygnału "Patrzcie na mnie" nie krzyczy to i nie obezwładnia kiczem. One są dumne z koloru swojej skóry, i wiedzą, że to się podoba. I kolor, i duma.
Mijamy je na ulicy, a ja mam ochotę wszystkie po kolei prosić, żebym mogła im robić zdjęcie, oczywiście nie starcza mi odwagi ;) Ale jest coś w ich wyglądzie, sposobie poruszania się, w ogólnym "image'u", co ujmuje i zachwyca. Zadowolenie z siebie.

Chociaż, jakby się przyjrzeć, wiele białych Francuzek też "to" ma. One są bardziej stonowane, bardziej eleganckie w takim tradycyjnym rozumieniu. Mają starannie pomalowane usta i lśniące torebki. A jeśli trampki - to dopasowane kolorem - choćby do makijażu ;)

I mężczyźni. Wszelkich narodowości. I też jest na kim oko zawiesić :) Nawet jeśli niedbałość, to programowa. Choć tych niedbałych programowo mało, bo jednak co tu dużo gadać, francuski szyk to nie bajka.

Kolorowe ulice Paryża. Zamykam oczy i nadal je widzę. Ech, że też byłam tam tak krótko. No, ale wrócę. Na pewno wrócę - coś wymyślę przecież ;)

18:50, skylaar
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 01 maja 2006
JUŻ WIADOMO

Po weekendowej deszczowo-szkoleniowo-imprezowej wizycie w Warszawie wiem już, że o ile nie nastąpi niespodziewany zwrot akcji, jadę do Turcji jeszcze w maju. I już wiem z jakim biurem (wreszcie sie zdecydowałam ;))

Wszystko wygląda w miarę sensownie, i, mimo że mam lekką paranoję, że na pewno coś się sypnie, to wiem, że to jednak tylko paranoja ;)

Póki co, jak rok temu, muszę i chcę nacieszyć się do oporu wszystkim znajomymi, przyjaciółmi, rodziną, i innymi przyjemnościami, na przykład kawką pitą przed południem na Starym Rynku, muzyką i filmami.

Powinnam też załatwić pewne obowiązkowe rzeczy, szereg spraw tak zwanych ważnych, kupić co nieco, przygotować tamto i owamto a przede wszystkim zdać egzamin wewnętrzny kursu pilotów, pouczyć się tureckiego i zdac pozytywnie końcowy test z angielskiego. A potem pozostanie mi już "tylko" przygotowywanie się i swojej wiedzy na wyjazd do Turcji... drobnostka, bez problemu zdążę przez te 3 tygodnie....

/tu przebiega mnie zimny dreszcz przerażenia/

:)

22:40, skylaar
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 kwietnia 2006
PARIS, PARIS

Wróciłam z Paryża. Odpowiedź na pytanie o to jak było jest tak oczywista, że chyba nie ma sensu jej tutaj wypisywać. Mówiąc krótko - CUDOWNIE. Byłam trzeci raz, pierwszy raz tak długo. Miałam możliwość bardziej dogłębnego zwiedzenia miasta, choć wiadomo, że to było ledwo "dotknięcie". Poza tym, jak tu można rozwinąć skrzydła, jak jest się na wycieczce. I to szkoleniowej! :)

Szczegółów wypisywać nie będę, kto był, ten wie, a kto mnie zna, ten na pewno dostęp do wszystkich zdjęć mieć będzie. Swoją drogą na fotoblogu niebawem wrzucę zdjęcia wybrane. ;)

Co mi się najbardziej podobało:

- Montmartre a dokładniej Place du Tertre o zmierzchu z mnóstwem artystów, turystów siedzących w klimatycznych knajpkach
- wieczorny rejs po Sekwanie z szaleńczo rozkrzyczanymi turystami z całego świata
- mój indywidualny spacerek po centrum Paryża (sklepy, galerie, np. Les Halles i podziwianie np. koronkowych butów ;)
- La Defence - jak zwykle lubiona przeze mnie nowoczesna architektura i ciekawe rozwiązania
- Francuzi i wszystko co francuskie: język (którym starałam się mówić, choć po paru latach szło kulawo, ale przynajmniej wszystko rozumiem), jedzenie, kawiarenki, kulturowa mieszanina, oryginalnie poubierani ludzie na ulicach...

i tak dalej... i tak dalej...

a najbardziej pewien napis na jednek z kafejek:

"Manger, boire, s'amuser, bavarder, flaner"
- czyli esencja francuskiego stylu życia

/czyli: jeść, pić, bawić się, gadać, snuć się - flaner to trudno jednoznacznie przetłumaczyć, chodzi o zbijanie bąków, snucie się po mieście, szlajanie = coś w tym rodzaju - to najbardziej uwielbiam ;) /

1. za 4 dni odchodzę z pracy (kto wie, może jesienią wrócę ;)
2. za 5 dni jadę na szkolenie na animatorkę do Warszawy (znów wydatki na drogie PKP Intercity - wrrr) i rozmowę do Pewnego Biura
3. i pewnie jakoś niedługo potem podejmuję decyzję dokąd i z jakim biurem dokładnie jadę do Turcji. no i kiedy. strzelam, że będzie to połowa maja. z wachlarza ofert ;) wybrałam dwie. mam jeszcze trzecią, rezerwową, ale nie dotyczy Turcji.


to be continued. ;)


13:37, skylaar
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 17 kwietnia 2006
WRO I WAW - 8-9 kwietnia

We Wroclawiu i Warszawie bylo oczywiscie swietnie. Trafilam na cieply i sloneczny weekend, poznalam swietnych ludzi, spotkalam starych znajomych i znakomicie sie bawilam. Przy okazji zobaczylam kilka ciekawych miejsc w obu miastach i utwierdzilam sie w przekonaniu, ze polskie miasta sa naprawde ladne ;) tak tak, nawet Warszawa ;)

Trudno mi opisywac co robilam i gdzie bylam, bo byl to typowo imprezowy weekend, przy okazji zalatwilam tez pewna rozmowe kwalifikacyjna odnosnie pracy w Turcji (z powodzeniem, co mnie zaskoczylo ;). Osobna atrakcje stanowilo uzeranie sie z przedstawicielami PKP. Niestety, drogo u nich jak cholera, a bilety promocyjne (np. weekendowe) sa naszpikowane takimi ograniczeniami, ze w rezultacie nie bardzo sie oplacaja. Swoje wiec odcierpialam.

Inna sprawa, ze nawet to nie jest w stanie mnie zniechecic do podrozowania do Polsce pociagami - bardzo lubie.

W podrozy mialam okazje przetestowac moj aparat cyfrowy ;) sprawowal sie bez zarzutu... popelnilam wiec kilkaset zdjec, starajac sie zeby jak najmniej uzywac trybu auto (ze niby taka ambitna ;)) - kilka dni potem z obiektywu "wyskoczyla" uszczelka (sama z siebie), wiec odeslalam do naprawy... Obecnie szykuje sprawny plan logistyczny majacy na celu jutro, czyli w dniu wyjazdu, zdobycie nowego aparatu wymienionego mi przez sklep, w ktorym go kupilam. Jestem ciekawa, czy plan sie powiedzie, czy nie spali go biurokracja i inne nieprzewidziane wydarzenia, i ze dojedzie z Warszawy do Poznania przesylka konduktorska prosto w moje wyczekujace rece ;)

Inaczej wyjazd do Paryza bedzie sie musial obejsc bez aparatu (nie przezyje tego, absolutnie nie dopuszczam do wiadomosci ;))

A tymczasem cale swieta uplywaja mi pod haslem: Paryz i Francja. odswiezam jezyk, czytam przewodniki i ogladam albumy. wyszperalam nawet kilka mapek i katalogow z moich poprzednich wizyt. mam nadzieje przezyc kolejny fajny wypad... i nie obrazilabym sie, gdybym w tym roku zamiast do Turcji, jechala pracowac do Francji... no ale coz, to zdecydowanie mniej realne ;) Wiec niech ta Turcja pozostanie numerem jeden, na przyszly rok przyszykuje sobie inny kierunek ;)

Au revoir et relire!

15:15, skylaar
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 kwietnia 2006
BERLIN, 11 marca 2006

Po pierwszej w życiu wizycie na miedzynarodowych targach turystycznych ITB w Berlinie jestem oszołomiona i zauroczona. Było fantastycznie. Tak wielkiej imprezy targowej nie widziałam nigdy. Praktycznie każdy kraj świata, który w jakimś stopniu żyje z turystyki miał tam swoje stoisko. Kraj, nie mówiąc o regionach, nie mówiąc o operatorach turystycznych, biurach, przewoźnikach itp. Czułam się tak, jakbym jednego dnia odwiedziła cały świat. Największe wrażenie wywarły na mnie kraje muzułmańskie - pewnie dlatego, że ich kultura szczególnie mnie interesuje ;) Marzę o podróżach do Maroka, Tunezji, no i oczywiście powrocie do Turcji. Nie mówiąc o innych krajach...

Przy okazji targów obłowiłam się w stosy (ogromne stosy, niemal nie do udźwignięcia) materiałów - map, katalogów, folderków, gadżetów (rekordy popularności biły szmaciane torby - zresztą bardzo przydatne do noszenia giftów). Spotkałam też znajomych z Turcji, nie obyło się więc bez wspomnień :) A propos, wizyta w hali, w której wystawiały się firmy tureckie trwała długo i była pelna wrażeń - a to wspomniani znajomi, a to pogawędki w tureckim języku i wręcz propozycje pracy :) a to próba wciągnięcia mnie do spontanicznie zorganizowanych tańców... (wyjątkowo odmówiłam, będąc obarczona czterema torbami).

Niektórzy mogą być ciekawi jak wyglądało polskie stoisko - na pewno interesujaco. Mieliśmy do dyspozycji całą oddzielną halę, stoiska podzielone wg województw i dużych miast, koncerty, bardzo duży ruch i duże zainteresowanie i obfitość materiałów. Obyło się bez kurnej chaty i symboliki pod tytułem kraj tradycji i katolicyzmu; obsługa mówiła językami (sprawdziłam :)) Jak dla mnie brakowało większej oryginalności (w porownaniu z fantastycznymi akcjami na innych stoiskach: tańce, śpiewy, hostessy w pokazach mody regionalnej, wyplatanie koszyków, sprzedaż drobnej biżuterii, malowanie ciała itp.), ale i tak było nieźle.

Oprócz tego zwiedzaliśmy gmach Reichstagu (imponujący), przejechalismy sie po mieście, połazilismy troche po Potsdamer Platz (tradycyjna wizyta w centrum handlowym Arkady i Sony Center - bardzo lubię te miejsca, niby siedliska komerchy ;)) Szkoda że tak krótko.

Wróciłam kompletnie wymęczona, następnych kilka dni leczyłam zakwasy po dźwiganiu toreb wypchanych katalogami turystycznymi i bóle nóg od chodzenia ileś tam godzin bez przerwy. Za rok zamierzam przyjechać z walizką na kółkach ;)

Ciekawostki:
1. spotkałam kilku znajomych z Turcji (byłego szefa, byłego pracownika)
2. spotkałam także pewną rezydentkę z innego biura z Turcji (w pierwszej chwili się nie poznałyśmy i rozmawialysmy po angielsku ;))
3. poznałam paru sympatycznych Turasów (ogólnie wizyta w hangarze tureckim trwała najdlużej i byla pełna wrażeń)
4. utwierdziłam się w przekonaniu, że to jest mój obecny największy "świr" - totalna pasja która najmocniej mnie kręci. i to chcę robić, póki co.

12:48, skylaar
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 kwietnia 2006
NOWINKI

w związku z uroczystym aktem zakupienia aparatu cyfrowego uprzejmie państwa informuję, że nastąpiło otwarcie mojego fotobloga, na którym na razie niewiele jest, ale to się wkrótce zmieni :) A oto adres:

http://mutlu.blogownik.pl

Notki będą się więc pojawiały w miarę równolegle: na tym blogu tekstowe, na fotoblogu obrazkowe, a w galerii inne różności ;)

A to wszystko dlatego, żeby się nie mieszało ;)

(Już niebawem skrótowa relacja z Berlina, Wrocławia i Warszawy. Wyprawa do Paryża za tydzień. Stay tuned! ;) )

21:14, skylaar
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8